Ford Kuga- czyli Fordy nie są tak złe jak sądziłam

In Cars by blondynkaLeave a Comment

Belgia kojarzy mi się z bardzo konkretnymi rzeczami. Parlament europejski- to miejsce, gdzie pracujący zajmują się głównie tworzeniem durnych przepisów. Jak np. ten mówiący o tym, że jeśli chcesz wspinać się na drzewa- musisz mieć na to zaświadczenie. Unijne oczywiście. (true story!). Ohydne jedzenie- paskudne frytki i mięso bez smaku. Czekolada, która jak się ją już je okazuje się być dużo gorsza niż były wyobrażenia o jej smaku. I piwo- którego nie piję. Nie zapowiadało się dobrze.

Plan był prosty- szybki lot do Dusseldorfu, tam odebranie z parkingu samochodu. Zapowiedziany był mały, więc spodziewałam się  Ka. Ewentualnie Fiesty. Nie spodziewałam się, że kiedy będę błądzić po sporym placu i pikać kluczykami, zaświeci mi się Kuga. Nie tego oczekiwałam, ale nie będę narzekać skoro zamiast małego pierdka, którym miałam pokonać 200km do Brukseli dostałam przestronnego, wygodnego SUVa.

Chwilę zajęło mi obczajenie mocno naszpikowanego elektroniką kokpitu. I tu trafiłam na pierwszy problem. Lubię jak do sterowania nawigacją czy opcjami dodatkowymi wymagane jest minimum kręcenia, klikania i patrzenia na wyświetlacz. W 5008 robię to prawie nie spuszczając oczu z jezdni. Tutaj- nie było takiej opcji. Albo jadę, albo wpisuję adres.

kuga-inside

Jeszcze słówko o nawigacji-  tak ładnie nie mówił do mnie nikt od czasów Hołka wgranego do TomToma. Piękny głos i rozbudowane zdania- nie wiem jak to wygląda po polsku, ale angielska daje radę.

Przyzwyczajenie się do jazdy wymagało chwili nauki. W Maleństwie mam skrzynię manualną, w 5008 siedzi półautomat, a Kuga wyposażona została w pełen automat. Ciężko było przez pierwsze pół godziny pozbyć się nawyku „odpuszczania” nogi z gazu w momencie, kiedy czułam, że zmienia bieg. Tak jak w 5008 bez spuszczania lekko nogi może szarpnąć, tak w Kudze- przy tym ruchu można było dostać mdłości. Przestawiłam sobie w głowie, że to dwusprzęgłówka- noga na gaz i niczym więcej nie trzeba się martwić.

kuga1

Pakując i rozpakowując bagaże zdałam sobie sprawę z tego, w co powinnam była wyposażyć 5008, żeby nie podskakiwać jak kretynka na parkingu. Automatycznie zamykany bagażnik. To jest tak proste, a tak genialne- nie trzeba stawać na palcach! Dlaczego każdy SUV czy minivan nie jest w to wyposażony? Przecież te auta prowadzą głównie kobiety odwożące dzieciaki do szkoły. A sporo kobiet nie grzeszy wzrostem. Więc dlaczego jeszcze nikt nie wpadł na zrobienie tego standardowym wyposażeniem?

Zaskoczył mnie asystent parkowania. Zawsze chciałam tego spróbować z głębokim przeświadczeniem, że skończy się to katastrofą. Okazało się, że katastrofy nie będzie z prostego powodu- asystent decyduje się na samodzielne parkowanie w przypadku, kiedy sama zaparkowałabym z zamkniętymi oczami. Tam, gdzie by mi się przydał do wejścia na zapałkę- nie ma opcji. Czyli lekkie rozczarowanie.

kuga3

Bruksela okazała się nie tak zła jak sądziłam, że będzie. To znaczy- jasne- żarcie było paskudne i od drugiego dnia zaczęłam mieć sny erotyczne o najzwyklejszym schabowym, ale miasto mnie pozytywnie zaskoczyło. Jarmark świąteczny, iluminacje, świetny klimat.. No i punkt główny programu- czyli więcej Fordów na okolicznościowej wystawie Mustangów w Muzeum Motoryzacji. Kliknij jeśli chcesz zobaczyć zdjęcia.

mustang

Kuga zaskoczyła jednym- fantastycznie zestrojonym napędem na 4 koła i te wszystkimi systemami zapewniającymi lepszą przyczepność w zakrętach. Nie sądziłam, że będzie dane mi je sprawdzić- bo w końcu po co takie cuda na autostradzie? No cóż.. Przydały się w drodze powrotnej. Obliczyłam, że skoro bramki na lotnisku zamykają o 18:25, to wyjazd 3 godziny wcześniej będzie w zupełności wystarczający. Błąd. Szczególnie w sytuacji, kiedy po opuszczeniu miasta stanęłam w korku, który (wg. nawigacji) ciągnął się przez najbliższe 5 kilometrów. Czas przybycia zmienił mi się z 17:55 na 18:55 i znalazłam się w dość nieciekawej sytuacji. Wcisnęłam gaz i zaczęłam nagradzać się za każdą urwaną minutę. Minuta mniej- ciasteczko. Po zjeździe z autostrady okazało się, że na lotnisku znajdę się 15 minut za późno. A przede mną było 15 kilometrów krętej, wąskiej, leśnej drogi. I to był moment, kiedy Kuga pokazała co potrafi. Jak to się trzyma drogi! Wybaczała nawet drobne potknięcia, przy których zaczynało mi się robić ciepło. Postawiłam ją na parkingu dokładnie o 18:20. Zdążyłam wpaść na terminal, rzucić kluczyki na stół, prześwietlić się i przebiec przez płytę lotniska wprost do machającej do mnie stewardessy trzymającej drzwi samolotu. Czyli dotrę do domu. Dzięki Kugo.

blondynkaFord Kuga- czyli Fordy nie są tak złe jak sądziłam