Jedyne miasto, które mogłoby mnie zmusić do sprzedaży samochodu

In Travel by blondynkaLeave a Comment

Mimo, że podróż zamiast 12 trwała 26 godzin, to do samej Genewy udało mi się dojechać. Jak się okazało- wjechałam do niej tylko po to, żeby natychmiast stanąć w niekończącym się korku. W tym samym sznurze samochodów stała CAŁA Szwajcaria i spora część Francji.

Genewa ma ten sam problem, co każde nadwodne miasto- zbyt mało mostów. I w ich okolicy stoi się tak samo jak w każdym innym punkcie na świecie. W mieście spędziłam trzy dni, z czego nie przymierzając 20 godzin- w korku.

Chciałam trochę pozwiedzać przy okazji, ale w zasadzie oprócz targów, to jest strasznie nudne miasto. Serio. Jeden dzień na zwiedzanie to aż nadto. Jest CERN, który oczywiście warto odwiedzić, ale zapisy na zwiedzanie są kilkutygodniowe- z dnia na dzień nie da się podjąć decyzji o wycieczce. Jest Muzeum Historii Naturalnej, które warto zobaczyć z dzieckiem. Zegarki od Patek Phillippe. Duża fontanna. Rozczarowujący zegar kwiatowy. I tyle. Trochę słabo jak na jedno z najdroższych miast na świecie.

patek genewa

To, co bardzo rzuca się na ulicach tego miasta, to wcale nie przemykające tu i ówdzie supersamochody. Co prawda na dzień dobry powitało nas nienachalne Ferrari Italia, ale to nie samochody rządzą na genewskich ulicach. Tym, co można spotkać na każdym roku, każdym skwerku, na każdym centymetrze wolnej przestrzeni są skutery. Są wszędzie.

I w sumie wcale się temu nie dziwię- ja miałam dosyć po jednym dniu. Nie wyobrażam sobie stać w tych korkach dzień po dniu. Byłabym pierwszą osobą, która pognałaby do salonu sprzedaży jednośladów i bloga przechrzciłabym na „Blondynka na skuterze”.

skutery genewa

Skutery- tak jak rowerzyści- przemykają między samochodami, wyprzedzają, często przemieszczają się się dużo szybciej od samochodów. Niby nic nieoczywistego- ale ilość skuterów w tym bądź, co bądź- małym mieście- jest ogromna.

To nie jest tak, że Genewa mi się nie spodobała. To nie jest najgorsze miasto świecie, ale nie zostanie też jednym z moich ulubionych. Przez cały pobyt bawiliśmy się w grę „Znajdź niemiłego Szwajcara”. Nie znaleźliśmy. Prawda jest taka, że wrócę tu najpóźniej za rok- na targi, które były fenomenalne. I o nich będzie następnym razem. Jak tylko odkopię się spod ponad 700 zdjęć.

 

blondynkaJedyne miasto, które mogłoby mnie zmusić do sprzedaży samochodu