Jeśli dziś wtorek- jesteśmy w Paryżu

In Travel by blondynkaLeave a Comment

Z samego rana ruszyliśmy z Charleville na południe. Grzechem byłoby odpuścić możliwość spędzenia jednego dnia w mieście zakochanych, więc decyzja była jedna- Paryżu, nadchodzę!

O samym Paryżu wszyscy wiedzą mniej-więcej tyle samo. Ładne budynki, nieuprzejmi kelnerzy, kupa żelastwa w centrum i mnóstwo zakochanych. Na muzea nie miałam czasu, na romantyczne randki tym bardziej. Kupa złomu ładnie wygląda na obrazkach, a nieuprzejmych kelnerów spotyka się we Francji na każdym kroku. Tym, na co najbardziej czekałam był jeden punkt- Łuk Triumfalny.

A nawet nie chodziło o sam Łuk, a o rondo pod nim. Bo oczywiście można słuchać, oglądać i czytać, ale chciałam zobaczyć to szaleństwo na własne oczy, ba! przejechać przez ten bałagan. Po wjechaniu w obszar miejski zaczęłam wypatrywać punktów orientacyjnych, żeby jak najszybciej znaleźć się w okolicach Łuku.

Na pierwsze rondo nadziałam się dużo szybciej i mimo, że było dużo mniejsze niż to docelowe- i tak było sporym zaskoczeniem. Pierdylion zjazdów, zero jakichkolwiek linii, znaków czy strzałek.. w sumie nie wiadomo nawet ile samochodów powinno na nie wjeżdżać, jak się poruszać.. czeski film.

O dziwo- Paryżanie nie mieli większych wątpliwości jak poruszać się po rondzie. W razie czego- klakson i jazda. Dosyć znamienne było to, że niemalże każde mijane auto było lekko obite, zarysowane lub z wgniecionym zderzakiem. Niezapomniane doświadczenie.

paryz02

Przepisy drogowe we Francji to raczej zbiór wytycznych. Przez większość czasu wydawało mi się, że zasada jest tylko jedna- „Nie daj się zabić”. Cała reszta jest dozwolona. Jedź tak, aby dojechać do celu, a przy okazji nie skasować swojego auta. Nie jest to łatwe- wydaje się, że Paryżanie niespecjalnie mają na uwadze stan lakieru na swoim samochodzie, zgodnie z prawdziwym skądinąd faktem-„jak siedzisz w środku, to nie widzisz jak wygląda z zewnątrz”.

Miałam kiedyś koleżankę, która wjeżdżając na rondo zamykała oczy. Raz zdarzyło się jej przejechać przez sam środek skrzyżowania i od tego czasu nigdy nie wsiadła do samochodu. Spodobałoby się jej w tym mieście. Samo rondo pod Łukiem Triumfalnym było dokładnie tym, czym miało być- czystym chaosem. Zjazd za zjazdem, 5 jak nie więcej rzędów aut, klaksony i pisk hamulców. Przejazd był tak surrealistyczny, że jak tylko odnalazłam mój zjazd- podjęłam jedyną możliwą decyzję- „chcę to przejechać jeszcze raz!”

pariseiffel

 

blondynkaJeśli dziś wtorek- jesteśmy w Paryżu