O tym, jak dorobiłam się rajdówki i rozbiłam ją 5 minut po odbiorze

In Cars, Style by blondynkaLeave a Comment

Z tą moją rajdówką, to takie never ending story. Zaczęłam o tym mówić jakieś 2 lata temu, a potem co jakiś czas odgrzebywałam temat na nowo, żeby zabić znowu. A to brak czasu, a to finanse, a to brak mechaników.. Ale pewnego dnia zostałam postawiona pod ścianą. 

Zbiegi okoliczności. Tak właściwie można nazwać to wszystko, co się wydarzyło w połowie stycznia. Dość powiedzieć, że z mojego planu „W marcu zrobię klatkę, w kwietniu kupię fotele, na wrzesień auto będzie gotowe” zostało jedynie Jak dzisiaj dasz nam samochód, to 13 lutego wystartujesz w I rundzie Motul Rallyland Cup”. Auto zostawiłam, pomachałam mu ze łzami w oczach na do widzenia i rozpoczęłam oczekiwanie.

Peugeot206cc

Ostatni rzut oka i pożegnanie.

3 tygodnie później wybrałam tylko kolor foteli (różowych nie było, smutek straszny) i voila- auto do odbioru.  To znaczy miało być do odbioru- chciałam nim sobie pojeździć w czwartek przed sobotnią rundą, ale się nie dało. Bo fotele nie dojechały takie jak powinny, pasy nie dojechały WCALE, czasu na malowanie klatki zabrakło, w silniku też nie pogrzebane.. Jednym słowem- czekamy dalej. Na piątkowe testy auto będzie na 100%, więc jeszcze będę miała czas na wyczucie go przed sobotą.

peugeot klatka

Klatka w stylu Mad Max

W piątek zwycięstwo! Samochód przyjechał! Jeszcze nie taki jak powinien, trochę niedorobiony, ale mój! Nie jeździłam nim praktycznie od roku, więc jak do niego wsiadłam, to zjarałam się jak kościół w Norwegii, wcisnęłam gaz i.. na błocie poleciałam prosto do lasu. Minęłam się z drzewem o 3 centymetry, ale chłodnica poszła w cholerę.

Za swój osobisty sukces uważam to, że się nie poryczałam w tamtym momencie. Na szczęście szybko załatwiono mi lawetę, warsztat obiecał łatać chłodnicę i wyciek ze wspomagania. Kończyli pracę o 11 w nocy, a ja dostałam przykazanie, żeby o 6:15 następnego dnia odebrać samochód. Znaczy- zdążymy!

IMG_3891

Dzień zero, 4:30. Szybka pobudka i jazda do Chojnic. Kiedy odbierałam samochód było jeszcze tak ciemno, że nawet nie widziałam co zostało zrobione. Ale działał- a to przecież najważniejsze! Z radości zapomniałam o niepomalowanej klatce, zastępczych pasach i nieprzymocowanym interkomie. Najważniejsze, że pojedziemy! Kiedy dojechałam do hangaru w Rallylandzie, okazało się, że zderzak jest tak ładnie pomocowany, że śladu nie ma.

rallyland2

Wystartowałam z jedną tylko myślą w głowie – „nie szaleć, nie rozbić samochodu”. Zaliczyłam pierwszą rundę- udało się ukończyć na kołach, a nie na lawecie. Przez piątkową przygodę byłam przerażona i mojej prędkości daleko było od oczekiwanej, ale zbyt się bałam powtórki. Samochód ma jechać w kolejnych rundach i mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie lepiej.

Plan nie był ambitny. W zasadzie był minimalny- UKOŃCZYĆ. Ale dzięki temu, został wykonany na 100%. Nie chodziło o czas, wynik czy miejsce. Chodziło o to, żeby zobaczyć jak to jest, przetestować samochód, zobaczyć, co jest problemem. A za miesiąc wystartować znowu.

IMG_3905

Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że mam w końcu własną rajdówkę! I to właśnie to liczy się najbardziej. Już wiem, gdzie będę topić swoje pieniądze przez najbliższy czas 🙂

blondynkaO tym, jak dorobiłam się rajdówki i rozbiłam ją 5 minut po odbiorze