Planowanie to najprzyjemniejsza część wyprawy

In Travel by blondynkaLeave a Comment

Podobno w podróży nie liczy się cel, bo to podróż jest celem. I mogłabym się pod tym w zasadzie podpisać, gdyby nie jedno „ale”. To nie podróż jest celem. Celem jest planowanie, wymyślanie i przeżywanie przez wiele dni wcześniej. Sama wyprawa jest „jedynie” zwieńczeniem, dopełnieniem i nagrodą za tygodnie cierpliwości. 

Cieszę się jak dziecko mogąc wybierać hotele, trasy, planując postoje i miejsca do odwiedzenia w trasie. Ten moment, kiedy autoryzuję kartę, żeby oficjalnie potwierdzić nocleg na drugim końcu Europy, co wyklucza rezygnację. Dni, kiedy modlę się o ładną pogodę. Chwile, w których zastanawiam się czy remont silnika można odłożyć na „po”. To jeden z najprzyjemniejszych momentów podróży, którym uwielbiam się cieszyć.

7000 kilometrów. Więcej o tym planie następnym razem. Póki co- muszę rozprawić się z obawami.

Widzę kilka powodów, dla których nie jestem w 100% pewna powodzenia mojego planu.

Po pierwsze- bagażnik w 206cc mieści jedną dużą walizkę, albo dwie małe. 14 dni w jednej walizce? A co z namiotem, materacem, lodówką, kuchenką..? W pełnowymiarowym aucie zajęłyby tylne siedzenia, które Maleństwo ma dość.. niewyrośnięte. A nawet jeśli je zajmę, to co z awaryjnym spaniem w samochodzie? Wprawdzie nie przewiduję, no ale..

Po drugie- mam przeczucie. A przeczuć się nie ignoruje. Coś czuję w kościach, że jak tylko przekroczę napis „France”, to Maleństwo zdechnie. W przeświadczeniu, że oto powróciło na ojczyzny łono może odejść w spokoju. Mam ten obrazek w duszy. Chyba warto zainwestować w Assistance.

Po trzecie- planowanie. Plan co do godziny ma swoje dobre strony- wiem, gdzie i kiedy będę. A co jeśli gdzieś utknę w korku i nie dojadę na noc do hotelu? Co jeśli zabłądzę (bardzo prawdopodobne)? Co jeśli…?

Chyba się starzeję. Ostatnio jeździłam po Europie bez: samochodu, planu, pieniędzy. Autostopem. Było fantastycznie- więc czemu tym razem miałoby być inaczej?

blondynkaPlanowanie to najprzyjemniejsza część wyprawy