Po autostradach ich poznacie

In Style by blondynkaLeave a Comment

Francja mimo wszystkich swoich wad jest świetnym krajem. Nigdzie indziej nie nauczysz się tak szybko jak pokazywać otoczeniu, że masz je gdzieś i nie zamierzasz się nikomu podporządkować. Konieczność wyjazdu z niej osłodziła tylko myśl, że ruszamy dalej- do Hiszpanii, a więc będzie tylko lepiej.

Plan pierwotny był taki, żeby przejechać trasę Corsept- Bilbao na dwa razy z dwudniową przerwą w okolicy Bordeaux. Plan numer dwa zakładał dwudniową przerwę w Andorze- tam udali się nasi przyjaciele, wprawiając przy okazji członków pewnego amerykańskiego zespołu w zdziwienie, kiedy tłumaczyli im, że pomiędzy Francją a Hiszpanią jest coś więcej niż tylko linia graniczna.

Już na trasie postanowiliśmy, że decydujemy się na jeszcze inne rozwiązanie- jedziemy tak daleko jak się da, żeby spędzić jak najwięcej czasu w Bilbao i odpocząć trochę od kilku dni spędzonych wyłącznie w samochodzie.

Zaczęłam się zastanawiać podczas tej drogi jak bardzo różnie zachowujemy się na autostradach. Przejeżdżając przez każdy z krajów automatycznie dostosowuję styl jazdy do obowiązującego. Dzięki temu szybko przeleciałam przez Niemcy, nie zarobiłam mandatu w Szwajcarii i nikt mi nie wjechał w tyłek we Francji. Nie wiem dlaczego to po której stronie granicy żyjemy tak bardzo determinuje zachowanie na drogach szybkiego ruchu, ale w jakiś magiczny sposób to się dzieje.

Weźmy takich Szwajcarów- jeżdżą powoli, zawsze poniżej dopuszczalnej prędkości. A jeśli podczas wyprzedzania zagapimy się i zapomnimy zjechać na prawy pas i w pewnym momencie w lusterku dojrzymy wielkie, groźne BMW– możemy być pewni, że kierowca nie zrobi.. absolutnie nic. Nie będzie mrugał światłami, walił w klakson.. Po prostu poczeka aż zjedziemy na bok. Dziwne, nie?

W Niemczech- jedyna niedogodność to kierowcy z syndromem środkowego pasa. Wiecie- to Ci, którzy mają zbyt duże ego żeby jechać prawym pasem, ale zbyt słabe auto, żeby zająć lewy. Wrzody na tyłku, ale nieszkodliwe. Zresztą lewym pasem jeżdżą tylko Szwajcarzy, którzy sprawdzają swoje Porschaki bez ryzyka mandatu, który zabierze im pół majątku.

autostrady2

Francuzi.. Ci mają w poważaniu bezpieczną odległość. Konsekwentnie ignorują znaki, które mówią, że dwie linie pomiędzy autami to w sam raz. Jeśli widzą, że jedziesz w odległości tych dwóch linii od poprzedzającego samochodu, to znak, że mogą się tam wpieprzyć- i robią to. Bez migacza oczywiście, bo korzystanie ze świateł to dla nich spory problem.

Hiszpanie są podobni do Francuzów, ale jeszcze gorsi. Bo Francuzi w większości jeżdżą jak.. (jakby to napisać, żeby nie użyć słów powszechnie uważanych za obraźliwe?) małe dziewczynki. Znaczy- nie są zbyt odważni na drodze. Zupełnie inaczej niż hiszpańscy macho. Hiszpan sobie w kaszę nie da dmuchać i jeździ nie dość, że kiepsko, to jeszcze odważnie. Zabójcza mieszanka.

W tym wszystkim aż zatęskniłam do Polski. Do naszych krótkich, drogich, kiepskich autostrad, na których wszystko jest przewidywalne. Na których większość jeździ szybciej niż 160km/h, co nie przeszkadza tirom wyprzedzać się przez 10km. Gdzie BMW na zderzaku zachowuje się jak BMW na zderzaku. Gdzie zajeżdżanie drogi, nagłe hamowania, ciągła jazda lewym- to nic dziwnego. Home, sweet home!

 

blondynkaPo autostradach ich poznacie