W prowincjonalnym, małym mieście..

In Travel by blondynkaLeave a Comment

Na dojechanie z Charleville-Mezieres do Saint-Nazaire mieliśmy dwa dni. Wymusiło to przerwę na nocleg w okolicach połowy tej 700 kilometrowej trasy. Jednak w momencie, kiedy spojrzałam na mapę i trasę przejazdu- wiedziałam, że spać nie będziemy w połowie. Jedziemy dalej- do Le Mans!

Sama francuska prowincja niespecjalnie mnie interesowała. Miasteczko, jak miasteczko– tak przynajmniej wydawało mi się do przyjazdu. 150000 mieszkańców, kilka domów, jakieś sklepy.. no i TOR. Miałam nadzieję, że znajdę czas na odwiedzenie Muzeum 24 Heures du Mans i obejrzenie legendarnego toru, ale niestety- po drodze nawigacja zgłupiała całkowicie i do Le Mans dojechaliśmy po północy.

lemans20

Nastawiona na to, że Le Mans będzie kolejnym prowincjonalnym miasteczkiem na trasie, nie szukałam specjalnie o nim informacji. Znalazłam hotel, drogę dojazdu i tyle. Wyobraźcie sobie więc mój szok, kiedy przejeżdżając nocą przez śpiące miasteczko, nagle coś wyrosło po mojej prawej stronie. Wielka, majestatyczna katedra. Aż jęknęłam w środku z żalu, że następnego dnia w okolicach południa będę musiała wyjeżdżać i nie zdążę obejrzeć wszystkiego z bliska.

lemans40

Przez sam środek Le Mans płynie rzeka La Sarthe- widok na miasto od jej strony jest fantastyczny. To z jednej strony ładne, zadbane, turystyczne miasto, a z drugiej- bezpretensjonalna prowincja (w dobrym tego słowa znaczeniu). Urzekają maleńkie, ciasne uliczki, zadbane budynki i wszechobecne we Francji kolorowe okiennice. Całość sprawia bajkowe wrażenie. Jest coś tak niezmiernie klimatycznego w tych ciasnych zaułkach, że nie chce się wyjeżdżać.

lemans10

Bardzo napięty grafik i konieczność wczesnego wyjazdu sprawiła, że nie miałam okazji zobaczyć toru, ani też poznać dokładnie miasta. Następnego dnia ok.16 chciałam być już w Corsept, a czekała nas trzy i pół godzinna droga- nie licząc przystanku na tankowanie, obiad i kawę. Opuszczałam Le Mans z obietnicą rychłego powrotu.

Nie sądziłam, że Le Mans to coś więcej niż tylko tor. Naprawdę spodziewałam się małego, lekko zapyziałego francuskiego miasteczka, które przez cały rok żyje kilkoma imprezami i wokół nich buduje swoją sławę. A okazało się, że Le Mans to najładniejsze miejsce na Ziemi. Nie wiem czym i dlaczego aż tak mnie zauroczyło- w końcu widziałam już w życiu wiele wspaniałych miast, ale ono ma w sobie coś, co sprawiło, że się zakochałam. Absolutnie się zauroczyłam. I mimo, że  nie wiem jak potoczy się moje życie i gdzie dane mi będzie je przeżyć, to coś w środku mówi mi, że na jakiś czas Le Mans stanie się moim domem.

 

 

blondynkaW prowincjonalnym, małym mieście..