Zachód słońca nad Balatonem

In Travel by blondynkaLeave a Comment

Kierunek- Balaton! Z Budapesztu to przecież rzut kamieniem. Nocleg zarezerwowany w miejscowości Balatoncośtam, więc wystarczy włączyć nawigację i zacząć wklepywać nazwę miejscowości. Oh, wait. Śpimy w Balatongyörök, Balatonakali, Balatonvilágos czy Balatonföldvár?

Odniosłam wrażenie, że absolutnie wszystkie miejscowości nad jeziorem mają w nazwie „Balaton”. A drugie części nazw są praktycznie nie do wymówienia dla nie-Węgra. Zresztą jak cała reszta tego dziwnego języka. Jestem gotowa się założyć, że węgierski to język, który na Ziemię sprowadzili kosmici.

balaton13

Szybka burza mózgów pozwoliła przypomnieć sobie, że na szczęście festiwal, na który jedziemy nie odbywa się w Balatonblabla, tylko w miejscowości o wdzięcznej nazwie Szantód- udało mi się więc nie zgubić. A przysięgam, że nie było to łatwe.

Jeden dzień- dokładnie tyle mieliśmy, żeby poznać to największe jezioro w naszej części Europy. Myślałam, że bajoro to bajoro. Akweny wodne nie robią na mnie specjalnego wrażenia, nawet jeśli występują w jakże atrakcyjnym otoczeniu gór. Ale Balaton ma coś w sobie. Z jednej strony- otoczony jest ośrodkami wypoczynkowymi, więc jest gwarno i tłoczno. Ale wystarczy odejść kawałek i można rozkoszować się samotnością i spokojem.

balaton12

Balaton nie różni się prawie wcale od Polskich ośrodków wczasowych. Gdyby nie język, to czułabym się jak w nastoletnich latach w Skorzęcinie czy Zegrzu. Te same knajpki, te same stragany. Nawet ludzie jakby tacy sami.

balaton14

Słońce zachodzi każdego dnia. Wszędzie w ten sam sposób. Ot- kilka minut i chowa się za horyzontem. Są jednak takie miejsca, gdzie te zachody są jakby bardziej magiczne. Takie miejsca, gdzie można usiąść na chwilę i patrzeć.

blondynkaZachód słońca nad Balatonem